Xawery Stańczyk: wiersze

Siedem wierszy Xawerego Stańczyka z niepublikowanego tomu Mowa nienawiści

Foto Anna Zawadzka.

Poza historią

Mój pradziadek zginął tuż przed końcem wojny
przypuszczalnie w jednym z obozów Buchenwaldu,
wcześniej w Mittelbau-Dora i w Natzweiler we Francji,
chociaż początkowo był więziony w Auschwitz,
ujęty w Częstochowie za działalność w partii –
siedział jeszcze wcześniej – w wolnej Polsce – za strajki.

Tryby wszystkich maszyn

Chwała przemysłowym turbinom.
Chwała młynom, które mielą zboża.
Chwała nagrzanym kotłom w hutach stali.
Chwała trybom we wszystkich maszynach.

Śruby są mocno dokręcone.
Blachy – zbite. Cegły – równo obok siebie.
Łańcuchy wagonów – na torach.
Place miast? Pozamiatane.

Robotnicy wracają do fabryk.
Górnicy zjeżdżają na szychtę.
Sprzątaczki odpalają papierosy od słońca,
wieczorem będą tańczyć, jak im zagra orkiestra.

Kiepy w popiołce

I

W miasteczku, w którym starzy tęsknili za silną ręką
z marszałkowską buławą, zaś młodzi malowali celtyki
na tyłach niegdyś tajnego, wojskowego osiedla,

wznoszono betonowe płoty dzielące posesje. Granice
tych małych, prywatnych księstewek obsadzano tujami,
jak groby na cmentarzu. Zamożni od frontu kładli kostkę.

II

Sprzedawczyni w nocnym gasiła młodych mężczyzn,
jak kiepy w kryształowej popiołce, wspomnieniem ich ojców,
którzy dawniej, równie buńczuczni, przychodzili pod wieczór

kupić butelkę wódki. Wykonywali ją później za stacją,
z której ruszali rano do roboty w mieście, aby po fajrancie,
spoceni i głodni, wrócić przepełnionym pociągiem.

W domach czekały na nich żony z obiadem. Pokrzepieni,
zachodzili pod nocny. W niedziele całe miasteczko
w marynarkach, garsonkach stawiało się karnie na msze.

III

Młodzi mężczyźni słuchali, coraz bardziej zbici z tropu,
płacili, zgarniali resztę, butelka, foliówka i w długą,
pod bloki, pooglądać dziewczyny, które miały być ich,

bo czyje mogłyby być? Musiałyby wyjechać. To nie takie proste,
bo i dokąd? I za co? Po kiego? Tak, kiedyś miały być ich.
Na razie patrzyli, jak wracały ze szkoły, z pracy, ze szmat.

Potem szli znów pod szkołę, albo na skraj lasu. Albo na peron.
Do domów wracali późno, by nie natknąć się na ojców,
których nienawidzili tak, jak nimi pogardzą ich synowie.

IV

Zbudują wyższe płoty, zamontują alarm. Podrasują auta.
Zakupy będą robić w hipermarketach i na orlenie,
gdzie żadna kasjerka nie wypomni im powielania skryptu.

Jeszcze bardziej wściekli, jeszcze bardziej dziecinni i dumni,
będą zakładać firmy, brać kredyty, modlić się w kościele
i czekać, aż to pierdolnie, w końcu musi pierdolnąć.

Idzie wiosna

Jeszcze nie wygasły poświąteczne przeceny,
a szarobura breja jak brokat zalała ulice,
zaczęły się mistrzostwa w jedzeniu pączków na czas,
mistrzostwa w rzyganiu na odległość konfiturą z róży,
w tle płoną altanki, w których schronili się bezdomni,
w tle strzela się do dzików za choroby przenoszone przez ludzi.
Dłuższe dni, dłużej syf widać, coraz dłuższe ręce
wściekłości i rozpaczy ciągną mnie ku sobie,
długi znowu rosną. Chciałoby się dać w długą,
ale nie ma dokąd: zabrakło biletów,
wszystkie miejsca zajęte, system się zawiesił.
Tylko wokół przepełnionych śmietników gawrony,
skrzydlaci bracia mojej matki, kontemplują poetykę nadmiaru.
Wypełza spod resztek śniegu stara, brunatna Polska,
strojna w charytatywne koncerty dla chorych dzieci,
krzycząca o dialogu, pojednaniu i empatii,
szantażująca kodeksem moralnym i kodeksem karnym.
Rozkręca swój bal na pokładzie lotu do Smoleńska –
każdy ma taki Titanic, na jaki zasłużył,
a kursy w kierunku brzozy mają być kontynuowane
do wiktorii, ku zazdrości Europy i świata.
Dużo się dzieje, aż przegrzewa się komputer:
choć brakuje mieszkań, budowane są biurowce,
gwałciciele dzierżą wysoko sztandar feminizmu,
młodzi burżuje machają czerwonymi flagami,
wpierdol za kolor skóry to rzecz bardziej niż pewna,
zaś winnymi fali faszyzmu okazali się biedni.
Dobrze, że wyburzono pomniki Lenina i Bieruta,
towarzysze nie muszą patrzeć na ten ponury cyrk.
Idzie wiosna, już się rozpędziła, już biegnie.

Rządy prawa

Formy geometryczne dążą do prostoty.
Pieniądz dąży do ruchu, by było go więcej.
Ciśnięty w niebo kamień dąży z powrotem ku ziemi.
Faszyści dążą, naturalnie, do władzy.

Światło załamuje się, przechodząc przez pryzmat.
Rynki załamują się, gdy pryskają bańki mydlane kredytów.
Lód załamuje się pod ludzkimi stopami.
Ręce się załamują, gdy brakuje słów.

Na razie słów jest nadwyżka, choć inflacja znaczeń
jak nożyce tnie zadrukowany papier, a już lecą
kamienie, rzucane przez faszystów zebranych na rynku
idealnie prostokątnym, ciętym długimi cieniami

kościołów, giełd i banków, przez które płyną pieniądze,
nie do mojej kieszeni. Zaciskam w kieszeniach ręce,
w jednej ogrzewam złamany sopel lodu, jak serce,
w drugiej mam pryzmat, który światło rozszczepia na tęczę.

Niech spłonie

Po co walczyć z władzą, która jest pośmiewiskiem?
Po co zabierać głos, gdy brakuje słów?
Ile można zlizywać z podłogi rozlane mleko?

Znam z gazet sejm i senat, ale w moim mieście
rządzą raczej złudzenia, uległość i strach.
Poczucie odpowiedzialności i racjonalności
są jedynie ich zakamuflowanymi formami.
Zrzuć je, pozwól sobie czuć lęk i bezradność.
Niech fale, w których utoniesz, chwilę cię poniosą,

niech spali cię miłość, nim się spalisz ze wstydu,
niech spłonie znów Paryż, stopi się wieża Eiffela,
niech iskry buchają w niebo ponad gwiazdy.
Już biegłem z kanistrem, ale serce mi zgasło,
nim pożar wybuchł na dobre, już było po wszystkim.

Co dalej? Kłęby dymu przesłoniły miasta.
Przepadli bohaterzy, w mauzoleum pod szkłem leżą grzyby.
Pora śmiać się i płakać, i płakać, i się śmiać –
to jeszcze nas łączy, tego nam nie odbiorą.

Pomnik Wdzięczności

Kiedy przyszli po Dzierżyńskiego
i Świerczewskiego, nie protestowałem –
biegałem w budionowce po podwórku,
miałem pięć lat, choć to mnie nie tłumaczy.

Wkrótce wzięli się za Poległych
w Służbie i Obronie Polski Ludowej.
Potem usunęli Pomnik Braterstwa Broni
i zburzyli Pomnik Wdzięczności
Żołnierzom Armii Radzieckiej.

Teraz zabierają Berlinga.

Mieliśmy zajeździć kobyłę historii.
Robią z nas ludzi bez historii.

Zostaje nam tylko przyszłość.

Xawery Stańczyk – poeta, socjolog, kulturoznawca. Pisze, redaguje, działa na rzecz miast bez reklam. Interesuje się historią kultury popularnej i młodzieżowej.

Leave a Reply