Ja jako niemiecki projekt pedagogiczny

Anna Zawadzka

Przyjechałam do Niemiec, nie znając języka niemieckiego. Uczę się go na kursach, ale robię to rzadko i z długimi przerwami, jedynie w okresach wolnych od sezonowych prac ogrodniczych, bo w sezonie nie mam czasu na nic poza pracą. W sezonie uczę się niemieckiego niejako mimo woli, bo często pracuję z ludźmi, którzy nie mówią ani po angielsku, ani po polsku. Są to: 1. imigranci, którzy nauczyli się niemieckiego, bo musieli, 2. Niemcy z klasy robotniczej, którzy poza lekcjami w gimnazjum nie mieli możliwości nauki języków obcych, 3. Niemcy, którzy znają angielski wystarczająco, by się w tym języku komunikować, czasami znają go nawet lepiej ode mnie, ale z pewnych przyczyn decydują się rozmawiać ze mną po niemiecku. Do trzeciej grupy należą zazwyczaj moi przełożeni bądź właściciele firm, dla których pracuję, czasem urzędnicy i osoby pracujące w usługach, a także osoby, które poznaję w Niemczech na stopie towarzyskiej. Niniejszy tekst będzie o tych ostatnich. Niniejszy tekst będzie do tych ostatnich.

To, co robicie, jest aktem władzy.

To, co robicie, jest sposobem upokarzania.

To, co robicie, jest przejawem niemieckiego nacjonalizmu.

Jeśli znasz angielski, a mimo to upierasz się, by rozmawiać ze mną po niemiecku, wiedząc, że znam ten język bardzo słabo, spychasz mnie na pozycję podrzędną. Rezygnujesz z sytuacji partnerskiej rozmowy, w której oboje mówilibyśmy w języku dla nas obcym, bo twoim pierwszym językiem jest niemiecki, a moim – polski, na rzecz mojego podporządkowania. Budujesz między nami hierarchię, lub – jeśli jesteś moim przełożonym – wzmacniasz tę, która już między nami istnieje. Stawiasz mnie w pozycji kogoś, kto nie ma możliwości wyrażenia swoich myśli, zadbania o swój interes, obronienia swojej opinii, ani zrobienia tego wystarczająco szybko, by starczyło czasu w naszej dyskusji. Upupiasz mnie. Zamykasz mi usta, bo nie potrafię powiedzieć po niemiecku większości rzeczy, które mam do powiedzenia, więc zmilczę. Zmuszasz mnie do drastycznego upraszczania wszystkiego, co chcę powiedzieć, do wstydu, że jeszcze nie nauczyłam się tego języka i że wszystko, co w nim mówię, brzmi głupio, banalnie, albo tak, jakby mówiło dziecko. Tym staje się nasza konwersacja: rozmową dorosłego z dzieckiem. Nauczyciela z uczennicą. Czasem cierpliwego, czasem zirytowanego, ale nie ma to większego znaczenia. W obu przypadkach to ja jestem tą, która musi się starać.

Staranie. Właśnie o to tu chodzi: o wymuszenie na mnie teatru starania. Kiedy mówisz do mnie w Niemczech po niemiecku, choć mógłbyś mówić po angielsku, dajesz mi jasny sygnał, że nie obchodzi cię ani komunikacja ze mną, ani to, co mam do powiedzenia, ani to, żebym zrozumiała, co ty masz zamiar powiedzieć. Obchodzi cię jedynie to, bym odegrała swoje podporządkowanie. Chcesz upewnić się, że jako imigrantka nie czuję się w Niemczech zbyt swobodnie, nie czuję się zanadto u siebie i doceniam, że mogę tu mieszkać. Moje staranie się, by być taką, jak ty, i by sprostać twoim regułom, ma być hołdem wdzięczności, którego domagasz się ode mnie. Wdzięczności za to, że łaskawie pozwalasz mi mieszkać w swoim kraju i wytwarzać niemiecki produkt krajowy brutto. Twój produkt, twój kraj, twoje brutto.

Kiedy upierasz się, by rozmawiać po niemiecku, odbierasz mi środki współ-kontroli sytuacji, w której oboje uczestniczymy: zawodowej, towarzyskiej, urzędniczej, czy intymnej. Nie chcesz jednak wyjść na nacjonalistycznego dupka. Poza jawnymi nazistami nikt w Niemczech nie powie otwarcie: „Mów po niemiecku, bo tu są Niemcy!”. Swoją potrzebę władzy i narodowy szowinizm ubierasz więc w szaty troski. Wchodzisz w rolę mojego wychowawcy. Robisz ze mnie swój projekt pedagogiczny.

Często mówisz coś, czego nie rozumiem. Czasem widzisz, że nie rozumiem, ale udajesz, że tego nie zauważasz. Czasem więc mówię ci wprost: „Nie zrozumiałam”. Albo: „Nie znam tego słowa, co to znaczy?”. Zamiast powiedzieć to samo po angielsku – bo przecież potrafiłbyś to zrobić – tłumaczysz mi to znów po niemiecku, ale innymi słowami. Tłumaczysz mi na okrętkę. Używasz niemieckich zamienników. Jak w słowniku niemiecko-niemieckim, korzystanie z którego zalecają nauczyciele na kursach języka, by każdą okazję pożytkować na rzecz nauki. By się nie lenić. By ciągle gimnastykować umysł. Tego właśnie ode mnie chcesz: bym ciągle się przed tobą gimnastykowała. Samozwańczo wchodzisz w rolę mojego trenera: dasz mi wycisk, to może być nieprzyjemne, ale kiedyś ci podziękuję, bo na pewno mi się to przyda. Będziesz mnie uczyć niemieckiego, chociaż nie prosiłam cię o to, ani nie pytałeś mnie, czy tego bym chciała. Będziesz mnie uczyć niemieckiego, bo wiesz lepiej, co jest dla mnie dobre. Swoje dobre samopoczucie budujesz na stosowaniu symbolicznej przemocy. Wyjątkową perwersją tej sytuacji jest fakt, że upokarzając mnie, ugrywasz tożsamość dobrego człowieka. Takiego, który pomaga i bezinteresownie wyświadcza przysługę.

Nieźle mnie ustawiłeś, prawda? Wobec powyższego sytuacja, w której powiedziałabym do ciebie jedno pełne zdanie po angielsku zaczyna jawić mi się jako akt niezgorszej rebelii. Na przykład takie zdanie: Czy wiesz, że jednym z przejawów polskiego antysemityzmu, który regularnie owocował pogromami, było odmawianie Żydom obsługi w sądach, urzędach i sklepach pod pozorem, że nie da się zrozumieć tego, co mówią, bo „żydłaczą”? Albo takie zdanie: Jak ci nie wstyd, że jeszcze nie nauczyłeś się tureckiego, skoro ludzie mówiący w tym języku od dziesięcioleci stanowią budulec niemieckiej gospodarki, której jako człowiek z niemieckim obywatelstwem jesteś beneficjentem? Albo takie: Kiedy wreszcie wprowadzicie w niemieckich szkołach obowiązkowe lekcje arabskiego, skoro w tym języku mówią ludzie, którzy codziennie wykonują mnóstwo ciężkiej i nisko płatnej pracy, by wasze życie toczyło się sprawnie i byście mogli celebrować swój styl życia?

IMG_3055
Marzec 2020. Fragment rozmowy na Whatsappie z moim sąsiadem. Z powodu koronawirusa sąsiad przechodził kwarantannę. Robiłam mu wtedy zakupy.

 

Screenshot_2019-02-28-05-56-35
Październik 2018. Po pół roku mieszkania w Niemczech miałam pierwszy kryzys imigracyjny. Próbowałam wyjaśnić poznanemu w Niemczech koledze, dlaczego gorzej się czuję.

 

IMG_3123
Kwiecień 2020. Rozmowa ze znajomym znajomych.

Leave a Reply